Lufthansa zapowiedziała duże cięcia w letnim rozkładzie lotów, a powodem są szybko rosnące koszty paliwa lotniczego i napięcia wokół jego dostaw. Chodzi o 20 tys. połączeń krótkodystansowych, które mają zniknąć z siatki przewoźnika do października 2026 roku. Skala decyzji pokazuje, że problemy na rynku paliw przestają być jedynie branżowym ostrzeżeniem i zaczynają przekładać się na konkretne zmiany dla pasażerów. Dla podróżnych oznacza to nie tylko mniej dostępnych rejsów, ale też ryzyko dalszego wzrostu cen biletów w sezonie wakacyjnym.
Niemiecki przewoźnik poinformował, że ograniczenia obejmą głównie loty krótkiego zasięgu. Firma liczy, że dzięki temu zaoszczędzi 40 tys. ton paliwa lotniczego do końca października.
Największe cięcia dotyczą połączeń krótkodystansowych
Z przekazanych informacji wynika, że większość redukcji ma związek z zamknięciem nierentownej floty CityLine. Lufthansa przyspieszyła w ten sposób wcześniej ogłoszone działania i wycofuje z programu lotów 27 samolotów tej jednostki.
Przewoźnik podkreśla, że cięcia odpowiadają za około 1 proc. jego oferowania liczonego jako „available seat kilometres”, czyli dostępne miejsca pomnożone przez długość tras. To oznacza, że skala zmian jest odczuwalna, ale jednocześnie linia stara się utrzymać zasadniczy szkielet swojej siatki połączeń.
Lufthansa wskazuje dwa główne powody tej decyzji
Linia lotnicza jako główne przyczyny podała skokowy wzrost cen paliwa lotniczego oraz spory pracownicze. Według przewoźnika koszt paliwa miał się ponad podwoić, co w połączeniu z presją kosztową na rynku lotniczym mocno uderzyło w rentowność części tras.
Problem nie dotyczy wyłącznie jednej firmy. Coraz więcej przewoźników mierzy się z konsekwencjami zakłóceń na rynku surowców energetycznych, a szczególne obawy budzi sytuacja wokół Cieśniny Ormuz, kluczowej dla transportu ropy i paliw.
Zmiany obejmą Frankfurt i Monachium, ale nie tylko
Lufthansa przekazała, że będzie konsolidować swoją europejską siatkę połączeń. W praktyce oznacza to rezygnację z nierentownych tras z głównych hubów we Frankfurcie i Monachium.
Jednocześnie przewoźnik zapowiada rozwój wybranych połączeń z Zurychu, Brukseli i Wiednia. Firma zaznacza, że pasażerowie nadal mają mieć dostęp do globalnej siatki rejsów oraz połączeń dalekodystansowych w ramach grupy.
To nie koniec zmian, bo jesienią z siatki znikną też kolejne samoloty dalekiego zasięgu
Letnie ograniczenia nie są jedynym ruchem zapowiedzianym przez Lufthansę. Pod koniec sezonu przewoźnik ma również zmniejszyć część swojej floty dalekodystansowej.
Dwie kultowe maszyny Boeing 747 mają zostać uziemione na zimę przed ostatecznym pożegnaniem planowanym w 2027 roku. Oprócz tego cztery Airbusy A340-600 mają zostać definitywnie wycofane w październiku.
Rynek paliwa lotniczego coraz mocniej niepokoi linie i pasażerów
W tle tych decyzji są rosnące obawy o dostępność paliwa lotniczego w Europie. Michael O’Leary z Ryanaira ostrzegał w tym miesiącu w rozmowie ze Sky News, że przy utrzymaniu blokady Cieśniny Ormuz od maja mogłyby pojawić się zakłócenia w dostawach paliwa.
Z kolei szef Międzynarodowej Agencji Energetycznej miał w ostatnich dniach mówić Associated Press, że Europie mogło pozostać „może sześć tygodni zapasów paliwa lotniczego”. To właśnie takie sygnały sprawiają, że przewoźnicy zaczynają reagować jeszcze przed ewentualnym pogłębieniem kryzysu.
Pasażerowie mogą odczuć to przede wszystkim w cenach biletów
Rosnące koszty operacyjne już zaczynają odbijać się na podróżnych. W materiale wskazano, że konsumenci odczuwają presję cenową, a bilety lotnicze zaczynają wyraźnie drożeć.
Dla osób planujących wakacyjne podróże oznacza to, że na niektórych kierunkach dostępność miejsc może być mniejsza, a ceny wyższe niż jeszcze kilka tygodni temu. Decyzja Lufthansy może też zostać odebrana jako sygnał, że europejskie linie lotnicze przygotowują się na trudniejsze miesiące.
Źródło: Sky News, Lufthansa Group